Róża życia - film konkursowy dh Danusi i dh Emilki



Film RÓŻA ŻYCIA

                Zwykły, żeby nie powiedzieć nudny dzwonek budzi nastolatkę. Ranek po imprezie. Po imprezie na której... resztę, dużo więcej trzeba, warto zobaczyć.  Przygoda, zabawa, dużo dobrych rozmów, ciekawych ujęć. Dużo symboli, nowe techniki, koncepcja młodych reżyserek zrealizowana od początku do końca. I przemyślenia - mądrość, która płynie z ekranu całymi strumieniami. Film nie jest przepełniony mądrością li-tylko ludzką; jest częścią tego przekazu, który nieustannie, choć szeptem powtarza Stwórca: "każde dziecko jest moim darem", "każde życie jest darem".
         "Tak w sumie to wszystko zaczęło się na obozie w Białej. Wtedy z druhną robiłyśmy sprawność <<Obrońcy życia>>. Wtedy to dowiedziałyśmy się więcej o działalności pro-life. Kiedy zobaczyłyśmy ogłoszenie o konkursie od razu byłyśmy chętne" - relacjonują początek przygody z XV Ogólnopolskim Konkursem "Pomóż ocalić życie bezbronnemu" o nagrodę im. bł. ks. Jerzego Popiełuszki Danka i Emilka.
          Danusia dopowiada o tym, że o tym, że o przygotowania do filmu rozpoczęły pod koniec listopada. Wtedy napisały scenariusz, choć ten czy tak kształtował się na bieżąco. Choć był stres, to codziennie było także bardzo dużo motywacji.
            Przy filmie pomagało im wiele osób. Najważniejsi byli rodzice; "to oni byli dużym wsparciem oraz pomagali tworzyć nam to dzieło. Oprócz kilku osób na planie są też takie, które wspomagały nas modlitwą..." - wyjaśniają dziewczyny.
          Dla Emilki najtrudniejszą częścią zadania była organizacja planu. "Zarówno ustawianie ludzi, scenariusz, scenografia, niemały kłopot sprawiała także charakteryzacja." Danka dodaje: "myślę, że były takie sytuacje, które nas trochę stopowały; musiałyśmy wymyślić alternatywną opcję tego, co już miałyśmy zaplanowane. To było takie zderzenie naszych oczekiwań z rzeczywistością."
           Poruszyło je to , że otrzymały wiele wsparcia zarówno podczas kręcenia filmu jak i po prezentacji. To normalne - bo cały czas sprawy z tym związane zawierzały Bogu. Wierzą, że dzięki Niemu pojawiają się małe na razie owoce tego dzieła. 
          "Okazało się, że trochę podświadomie pokazałyśmy problem od bardzo wielu stron - np. cyber przemocy. Jednej z organizatorek bardzo spodobała się wykreowana przez nas postać głównej bohaterki. Urzekła ją też scena z mamą - wspomina Emilka. 

c.d.n.

Komentarze